Recenzja filmu “Księga ocalenia” – The Book of Eli
17 maja 2010Nie rozumiem kompletnie skąd się biorą takie idiotyczne tłumaczenia filmów – wiem, że ten tytuł trudno przetłumaczyć na coś rozsądnego, co w Polsce dałoby się wymówić, ale bez przesady…
Przechodząc jednak już do samej recenzji filmu “Księga ocalenia”… Lubię filmy, które mnie zaskakują pozytywnie. Widząc reklamę tego filmu w kinie, spodziewałem się raczej kolejnej jatki, efektów specjalnych i po prostu czegoś w stylu “Pojutrze”, “Dzień niepodległości” etc. A co dostałem? Biorąc pod uwagę standardowy kina w Hollywood i generalnie w USA muszę powiedzieć, że był to jeden z lepszych filmów (jak, na ich standardy!) na temat dążenia do celu i wiary.
Świat spotkała jakaś katastrofa w przeszłości – wojna nuklearna, która spowodowała wypalenie w dużej mierze powierzchni Ziemi z pomocą Słońca. Film tego jednak w ogóle nie pokazuje – wraz z pierwszą sceną rozpoczynamy wędrówkę z człowiekiem, który żyje w tym po-apokaliptycznym świecie. Wędruje cały czas na zachód bez określonego celu – zna tylko kierunek i niesie ze sobą pewną Książkę. Pokonuje absolutnie wszystkie przeszkody na swojej drodze, trzymając się swojej “ścieżki”. W pewnym momencie Książka zostaje mu odebrana. Cel podróży na samym końcu staje się dopiero dla Niego i dla widzów jasny.
Książkę, którą niesie jest Biblia. Jest to ostatni egzemplarz na świecie, bowiem po wojnie ludzie stwierdzili że to przez nią większość populacji wyginęła. Egzemplarz Biblii, jak i podróżnik – jak się dowiadujemy w przedostatniej scenie – są wyjątkowe i spowodowały, że cały ten film obejrzałem jeszcze raz (!). Nie zdradzę o co chodzi, bo byłoby to bez sensu – zachęcam po prostu do obejrzenia. Warto, zdecydowanie warto.
Nie ujrzycie tam wbijających w fotel efektów specjalnych i jakiejś niesamowitej gry aktorskiej, ale za scenariusz na pewno należy się uznanie. Piękna historia. To po prostu piękny i ładny film – gorąco polecam, ode mnie 9/10.
Leave a Reply