Recenzja filmu “Wilkołak”
20 czerwca 2010Zajawka w kinie dawała nadzieję, że mogę obejrzeć ciekawy film. Tego tematu w ostatnich chyba kilkunastu latach Amerykanie jeszcze nie przedstawiali. Zombie mam już powyżej uszu, ale Wilkołaki? Czemu nie
Film zaczyna się prawie, że detektywistycznie. Ot, po prostu nudno – co, tu dużo gadać. Ginie brat głównego bohatera, zabity przez Wilkołaka (pierwsza scena filmu). Narzeczona prosi o pomoc głównego bohatera, brata zabitego o pomoc i znalezienie sprawcy - zaczyna się poszukiwanie i dochodzenie, kto mógł tak bestialsko zabić kilku ludzi.
Krótko mówiąc, nie jest to w żadnej mierze horror. Raczej thriller czy też sensacyjny-fantasy. Srodze się pod tym kątem zawiodłem, ale z drugiej strony po Amerykanach nie można się spodziewać dobrego horroru, więc może i dobrze, że nie próbowali go zrobić.
Kolejna wkurzająca rzecz, to nasycenie braw na zdjęciach i krajobrazach filmu – generalnie scenografia. Reżyser bardzo chciał oddać “klimat” 17-wiecznej, starej, deszczowej, ciemnej, zamglonej i brudnej Anglii. Nie trzeba było w każdej scenie ładować takiej, a nie innej tonacji barw. Sama scenografia by wystarczyła.
Ostatecznie więc, czy film mi się podobał? Nie była to jakaś “chała”, ale rewelacja również w żadnym wypadku. Bardzo przewidywalny, brak dynamicznych scen (poza jedną w końcówce), dosyć “ślamazarnie” się toczył, nie trzymał po prostu w napięciu. Od połowy filmu domyślałem się już o co chodzi i jak się skończy. Znając po prostu sposób myślenia scenarzystów z Hollywood, można się naprawdę tego domyślić. Nie ciekawiło mnie tak naprawdę co się wydarzy w następnej scenie. Na końcówce praktycznie zasnąłem… być może pomógł w tym drink Żubrówki z sokiem jabłkowym, ale mimo wszystko…
Moja ocena filmu to 6/10 – można obejrzeć, ale nie oczekujcie żadnej rewelacji. Ot, po prostu kolejny zwykły i standardowym film – typowa amerykańska papka…
Leave a Reply